Melo z nowym paliwem rakietowym! Pierwsza Królewska paka w LA! Młody Szerszeń robi hałas! Ingles szaleje! Cavs maja się dobrze!

Rockets mocno wystartowali…


A wiec doczekaliśmy się najbardziej wyczekiwanego debiutu w tym sezonie! A na poważnie i bez złośliwości, Melo po raz pierwszy wybiegł na parkiet w barwach Rockets i trzeba mu oddać, że tym razem wyglądał naprawdę świetnie! Kilka czyściochów, w tym 3 razy z dystansu, a do tego chemia z nowymi kumplami, mogła się podobać.

W starciu przeciwko Memphis, Houston pokazali, to do czego przyzwyczaili nas w poprzednim sezonie. Ogromna swoboda w ataku, oraz potężna broń w postaci kolejnych trójek, przypomniała nam szybko, kto może na poważnie zagrozić Warriors na zachodzie.

Oprócz Melo, swoje zagrali Harden oraz Paul, a fanów Rockets, których przybywa z dnia na dzień, mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Po stronie Grizzlies cieszy powrót na parkiet Mike Conleya, oraz chęć do gry młodego Jacksona Jr, dla którego, miejmy nadzieję, warto było Grizzlies tankować cały poprzedni sezon. Ostatecznie w meczu bez obrony, Rockets ogrywają pewnie Grizzlies.

 

Kawaleria bez Króla.

Bardzo aktywni w pre-season Celtics podejmowali Cavs. Jak się okazuje, bez króla, Kawaleria wciąż potrafi wygrać z Celtics, choć mecz przedsezonowy, to całkowicie inna para kaloszy. Cavs szybko przejęli ten mecz już w pierwszej kwarcie, kontrolując jego przebieg do samego końca. Coach Stevens dał dziś odpocząć Irvingowi, który przed meczem ciepło przywitał się z Kevinem Love, a w jego miejsce na parkiecie oglądaliśmy Roziera.

To właśnie Love, jako nowy lider Cavs, został najlepszym graczem tego spotkania, a godnie wspierał go nowy młody kocur Kawalerii, Collin Sexton.

Ten ambitny młodziak dość otwarcie podkreśla, że liczą się dla niego tylko zwycięstwa, a jego debiut jak najbardziej na plus. Cavs pokonuje ostatecznie Celtics, udanie rozpoczynając swój pre-season.

 

Rośnie kocur pod skrzydłami Jordana!


Pamiętam jak rok temu sporo zamieszania przed sezonem robił Kyle Kuzma. Gracz Lakers szybko zachwycił możliwościami w ataku, co później potwierdził w sezonie. W ostatnich dniach coraz więcej hałasu i pozytywnego zamieszania wokół rookie z Hornets. Wybrany z numerem 12 w drafcie Miles Bridges wygląda w tej chwili po prostu mega kozacko! Media w Charlotte bez owijania w bawełnę rozpisują się, ze plany Hornets wobec tego chłopaka uległy zmianie, ponieważ młody robi ogromne wrażenie.

Kilka godzin temu w wygranym meczu przeciwko Heat, Bridges raz jeszcze imponował swoim atletyzmem, oraz wielką swobodą zza łuku, zdobywając łącznie 14 punktów. Jego paka po asyście od Kemby, warta wizyty na Youtube!

Po stronie Heat do formy powraca Hassan Whiteside, ale Miami podobno wciąż liczą się w walce o Jimmy Butlera, wiec ich skład może jeszcze ulec zmianie.

 

Białasek Jazz nie do zatrzymania.

Joe Ingles raz jeszcze kawal gracza, który w Salt Lake City znalazł wymarzone miejsce dla siebie. Ten sympatyczny Australijczyk, po raz kolejny z pełnym uśmiechem na gębie zabawił się z rywalem Jazz, którym dziś była ekipa Raptors, zdobywając 24 punkty w 23 minuty.

Mimo pełnej dominacji Toronto w drugiej kwarcie, Ingles wraz z kumplami, postanowili po przerwie lekko przycisnąć, wygrywając druga polowe 24 punktami. Zdrowi Jazz postraszą każdego, ponieważ chemia w zespole budzi szacunek wśród wszystkich innych drużyn. Agresywni po obu stronach parkietu, bez presji wielkiego wyniku.

Po stronie Raptors 17 punktów w 18 minut uzbierał nowy książę północy, Kawhi Leonard. Pozytywny widok, widząc go zdrowego, choć nie da się ukryć, że na chwilę obecną Leonard lekko drewniany w swoich wjazdach pod kosz.

Z meczu na mecz będzie dużo lepiej i warto trzymać kciuki, aby Kawhi dostarczył emocji i radości Jurassic Park.

 

Pierwszy lot LeBrona w LA!


Jak wiadomo LeBron James to wyjątkowo ambitny psychopata, który nienawidzi przegrywać, dlatego w drugim starciu przeciwko Nuggets wybiegł na parkiet dużo bardziej napompowany, niż w debiucie z przed kilku dni!

Już w pierwszej połowie, kibice doczekali się tego, na co wszyscy czekali, na królewski lot! Po zbiórce w obronie, James przyspieszył i urwał pierwszą pakę w barwach Lakers, co w formie plakatu zobaczy dziś cały koszykarski świat.

W drugiej połowie do głosu doszli Nuggets, w szeregach których pierwsze skrzypce grał Jokic. Joker jak zawsze aktywny pod każdym względem, z pełnym repertuarem zagrań po obu stronach parkietu.

Dzięki jego grze, Nuggets odrabiali straty z minuty na na minutę. Coach Walton nie korzystał z usług LeBrona w drugiej połowie, dzięki czemu oglądaliśmy wyrównaną końcówkę, w której lepsi okazali się ponownie Nuggets.

Patrząc na statystyki tego meczu, można dojść do wniosku, że rośnie nam kawal centra w postaci JaVala! Jak narazie McGee korzysta z nowego otoczenia, które dba o jego popisy w ataku.